O pięknie duchowym

11 kwietnia przypada wspomnienie świętej Gemmy Galgani, która zmarła na początku ubiegłego stulecia. Urodziła się i zmarła we Włoszech. Żyła zaledwie 25 lat. Kiedy patrzymy na jej zdjęcie, widzimy twarz pięknej kobiety. Nie jest to z pewnością subiektywne przekonanie, o czym świadczy choćby fakt, że kiedy na Papieskim Instytucie „Teresianum” w Rzymie przeprowadzono głosowanie na najpiękniejszą spośród świętych niewiast, to zwyciężczynią została właśnie owa włoska dziewczyna. Pewne jest także, że Gemmie, mieszkance Toskanii, nigdy na zwycięstwie w takim rankingu nie zależało. Przeciwnie, cale swe krótkie życie wykazywała wielką dbałość o zachowanie piękna duchowego. Jej wielka troska o wewnętrzną urodę sprawiła, że została włączona w poczet świętych. Tym samym ta dziewczyna, której twarz jeszcze dziś potrafi zachwycać, przypomina i pokazuje wychowawczą wartość piękna duchowego. Bez wątpienia piękno duchowe jest rezultatem uosabiania wielu wartości. Równocześnie jest efektem wielu zmagań wychowawczych a później wielkiej pracy nad sobą samym.

Niepokój może rodzic w nas rodzicach świadomość, że tak naprawdę lękamy się wychowywać dzieci ku pięknu ducha. Być może wynika to z przekonania, że dziecko szukając walorów wnętrza, straci wiele z zewnętrznych cenności tego świata. Będzie bardziej przegrane niż wygrane, bardziej w cieniu niż w blasku fleszy, pozostanie outsiderem, pozbawionym sukcesów, awansów i kariery. Za przykład naszych rodzicielskich lęków niech posłuży ta historia opowiedziana przez jedną z mam. Nie tak dawno w szkołach odbywał się ceniony Konkurs Matematyczny, który cieszy się dobrą sławą. Konkurs ów bez wątpienia jest sporym wyzwaniem. Czas na wypełnienie zadań jest dość krótki a zadania trudne. Konkurs budzi spore emocje i ambicje nie tylko dzieci, ale i ich rodziców. Jednym z regulaminowych wymogów uczestnictwa w opisywanych matematycznych zmaganiach jest wypełnianie formularza czarnym długopisem. Ta konieczność wiąże się ze sposobem sprawdzania testów. Jeden z małych chłopców, syn wspomnianej mamy, był zaopatrzony nawet w dwa czarne długopisy. Jednak jego koledzy zapomnieli o tym obowiązku. Zatem on w swej życzliwości użyczał tego dodatkowego, a nawet tego, który mu pozostał, swoim sąsiadom. Mama opowiadała, że ta życzliwość syna bardzo ją w pierwszej chwili zdenerwowała. Pomyślała, że jej chłopak przez to pożyczanie sam gorzej napisał test i nie zajmie żadnego dobrego miejsca. Dopiero później doszło do niej, że to wspaniale, że synek okazał się przyjazny, niesamolubny i koleżeński. Pokazał, że nie zwycięstwo jest ważne, ale zmaganie się ze sobą nie tylko w rankingu matematycznym, ale w ludzkim i życiowym. 

Historia ta uzmysławia mi w sposób szczególny, że namysł nad naszym rodzicielskim wychowaniem powinien się rozpoczynać od refleksji nad jego celami. Dopiero potem czas na metody wychowawczych oddziaływań. Namysł ten bowiem porusza także nasze rodzicielskie sumienie, demaskuje wewnętrzną prawdę, unaocznia o co tak naprawdę w wychowaniu dziecka nam chodzi.

O szacunku do starości

Ósmy dzień marca z reguły kojarzy się z świętem kobiet. To marcowe święto przypada w przededniu wiosny, kiedy spod ziemi wyłaniają swe piękne główki pierwsze kwiaty. Współcześnie piękno i młodość nie tylko wiosną jest obdarzane szczególnym kultem. Starość coraz mniej wiąże się z mądrością, jest czasem pogardzanym i odrzucanym. Interesujące zatem, że ósmy dzień marca to równocześnie wspomnienie urodzin i śmierci Jana Bożego. Urodził się w 1495 roku a zmarł w 1550. Ciekawe a może nawet znaczące, bo święty Jan Boży szczególnie poświęcił swe życie starszym i chorym. Już jako dziecko gdzieś w dalekiej Portugalii pomagał przy sprzedaży owoców swej chorej, bogobojnej matce. Koleje jego życia były bardzo złożone, mimo tych pierwszych doświadczeń z dzieciństwa długo poszukiwał swojego charyzmatu. Czuł, że winien poświęcić życie Panu, ale minęło wiele dni, nim przekonał się co chce, co powinien tak naprawdę robić. W międzyczasie został uprowadzony do Hiszpani, przygarnął go pewien gospodarz z Oropensy, pasał owce , sprzedawał dewocjonalia i był rycerzem. Swoją drogę głęboko zakorzenioną w Bogu odkrył dopiero w 1539 roku za sprawą kazania Jana z Avili. W 1540 roku otwarł szpital dla mężczyzn. Poświęcił im życie bez reszty.

Kiedy wyobrażam sobie Jana jako małego wesołego chłopca, który krząta się na straganie prowadzonym przez mamę, myślę o dzisiejszych dzieciach. Jan miał osiem lat, kiedy uwrażliwił się na problemy wieku starszego, słabości, choroby. Zapewne ta wrażliwość z dzieciństwa pozwoliła mu w przyszłości z takim zaangażowaniem pielęgnować chorych w szpitalu. Myśl o współczesnych dzieciach nasuwa mi wątpliwość, czy my je przygotowujemy do obcowania z ludźmi starszymi, słabymi, chorymi. Wszak w dużej mierze ich stosunek w przyszłości do starszych (a starsi będziemy my sami) zależy od naszego wychowania już dziś. Od tego jak uczymy dzieci traktować ludzi niedomagających, niepięknych, słabowitych. Czy u nas znajdują szkołę słuchania, nawet jeśli to słuchanie wymaga szczególnej uwagi i zaangażowania, czy uczymy je cierpliwości do wolnego kroku, słabszego oddechu, czy uwrażliwiamy je na cierpienie drugiego i ból. To wychowanie zaczyna się od najprostszych gestów, powiedzenia „dzień dobry” i zapytania „o zdrowie”, przepuszczenia w drzwiach, podania laski, a wreszcie ustąpienia miejsca w kościele, czy autobusie. Tak jak powiedział papież Franciszek: „Cywilizacja, która nie ma szacunku dla starszych nosi w sobie wirusa śmierci.”

 

Parafia Matki Bożej Bolesnej w Boruszowicach

ul. Armii Krajowej 10
42-690 Boruszowice
tel. 32 284 78 22
 
Kancelaria parafialna czynna w poniedziałki i czwartki od 17:00 do 17:45.
Sakrament Pokuty codziennie przed Mszą św. i w soboty od 17:00 do 17:45.
 

Mapa